Jeśli uznać Powstanie warszawskie za bezcelowe, to należałoby uznać wszystkie inne powstania za bezsensowne- styczniowe i listopadowe, oraz śląskie i wielkopolskie. Czyż wówczas przewaga okupantów nie była równie ogromna? Jaki sens miały te powstania z wojskowego punktu widzenia? Czy miały sens, najmniejszą choć szansę na sukces? Bez walki nie ma zwycięstwa. A co z bitwą warszawską z 1920 roku? Polska była osamotniona w wojnie z bolszewicką nawałą, mogła liczyć tylko na siebie. Przewaga wroga była przytłaczająca. Bez Powstań nie możliwe byłoby przetrwanie przez ponad 120 lat zaborów. Proces rusyfikacji i germanizacji byłby realizowany, jakby akceptowany przez społeczeństwo. Wszak jeśli nie ma oporu, to można więcej.
Polska nigdy nie splamiła się kolaboracją z III Rzeszą. Nie było tu żadnego renegata, który pełniłby rolę ks. Tiso, Quislinga, Petaina. Niemcy nie mogli liczyć za współpracę z bardzo prostego powodu. Opór jaki spotkali, był ogromny. I to było następstwem Powstania. Czy w takich warunkach, w państwie, które oparło się pokusie kolaboracji i współpracy, możliwa była spokojna egzystencja? Jak wówczas oceniliby dowódców ci, którzy dziś podważają sens wybuchu Powstania? Byliby zdrajcami, w najlepszym wypadku tchórzami.
Łatwo jest dziś, znając jej wynik, oceniać sens wybuchu Powstania warszawskiego. Jesteśmy bowiem bogatsi o wiedzę, której nie znali ani dowódcy ani sami Powstańcy. To nie Powstanie nie miało sensu, sensu nie ma jego ocena przez pokolenie wychowane w wolnej Polsce, które nie poznało smaku okupacji i terroru, z którym zmagało się tamte pokolenie. Tego nie zrozumie nikt, kto nie przeżył gehenny okupacji.
