O autorze
Kocham pracować, ale na oczy nie widziałem etatu. Wierzę, że to się zmieni. Autor wywiadu-rzeki z prof. Krzysztfoem Dunin-Wąsowiczem "Historyk, socjalista, pamiętnikarz" oraz książki "Jaka Polska?".

Tomek

Wiadomość o śmierci Tomasza Kality był dla mnie ciosem. Nie był oczywiście ze mną spokrewniony, nie byliśmy nawet przyjaciółmi. Byliśmy po prostu znajomymi, a takich znajomości człowiek zawiera setki w swoim życiu. Ale to nie więzy krwi sprawiają, że jesteśmy sobie bliscy, tylko takie wartości jak przyjaźń, szczerość, otwartość, ideowość, wiara we wspólne cele.

Tomek zawsze jawił się w mojej pamięci jako człowiek niesłychanie zabiegany i zapracowany. Nieodłącznym jego atrybutem był telefon, bez którego zapewne się nie rozstawał. Nie był typem polityka, który dąży po trupach do celu, to nie ta osobowość, to nie ten charakter. Wierzył, że polityka może być inna, bardziej ludzka, bez ciągłego wyścigu szczurów. Być może te jego cechy niektórzy nazwą naiwnością, ale nie można oszukiwać samego siebie. Przez to był zapewne niezrozumiany przez wielu, także we własnym środowisku.

Był człowiekiem niesłychanie ideowym i ciekawym świata. Ktoś kiedyś powiedział mi, żeby unikać ludzi, którzy wszystko wiedzą, którzy znają odpowiedź na każde pytanie. Tomasz Kalita przeczył takiemu obrazowi. Lubił słuchać innych i czerpać z ich wiedzy i doświadczenia. Człowiek uczy się całe życie. Nie był osobą konfliktową, raczej koncyliacyjną, łączącą, pełną empatii i zrozumienia. Pokazywał to wiele razy na forum publicznym, ale i prywatnie

Jest tylko jedna rzecz, która może pokonać śmierć, to ludzka pamięć. Tomek pozostanie w mojej pamięci jako rzecznik SLD, partii, która była wówczas w trudnym momencie, to z pewnością odbiło się na jego zdrowiu, pochłaniało bowiem masę czasu, nerw i poświęcenia. Myślę, że nie jeden jego następca na tej funkcji, mógłby się od niego uczyć. Pełniąc tę funkcję, nie miał przecież wcześniej takiego doświadczenia, sprawdził się jednak w tej funkcji. Myśląc o nim myślę również o jego politycznej spuściźnie, a to przede wszystkim Centrum im. Ignacego Daszyńskiego. To było jego oczko w głowie. Mówił mi kiedyś, że pasjonuje go historia, zwłaszcza historia II RP, gdzie historia PPS złotymi zapisała się zgłoskami. Zdradził mi również, że pisał pracę magisterską o zamachu majowym, był więc człowiekiem przygotowanym, zarówno praktycznie jak i ideowo, starał się do działalności SLD dokooptować najpiękniejsze wartości i spuściznę PPS. O Ignacym Daszyńskim rozmawialiśmy, kiedy robiłem z Tomkiem wywiad dla Przeglądu Socjalistycznego. Imponował mi wiedzą, erudycją i zwykła ludzką życzliwością, nigdy nie powiedział: nie mam czasu, choć to tak częste u polityków.

Ostatni jego etap życia to choroba. To ostatnia walka jaką stoczył. Mimo nierównej szansy, nie poddał się i walczył, nie tylko o swoje zdrowie, ale również o zdrowie innych. Tym bowiem była jego praca na rzecz zalegalizowania medycznej marihuany. Tzw. ustawa Kality trafiła nawet do Sejmu. Jest wiec szansa, że następni ludzie, będą mieli szansę skorzystać z tej metody leczenia. Głęboko wierze, że kiedyś się jeszcze spotkamy. Do zobaczenia, Tomku!
Trwa ładowanie komentarzy...