Dekompozycja władzy

Po zawetowaniu dwóch fundamentalnych z punktu widzenia PiS ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym, prezydent Andrzej Duda znalazł się na cenzurowanym. Dla Jarosława Kaczyńskiego to rokosz i wypowiedzenia nieposłuszeństwa. Jednym słowem: rokosz.

Od objęcia przez Andrzeja Dudę fotelu prezydenta RP nie było takiego ataku na jego osobę ze strony obozu PiS. Robią to politycy związani z Jarosławem Kaczyńskim, musi zatem odbywać się to za jego wiedzą i przyzwoleniem. Prezes PiS liczył, że będzie miał w Pałacu Prezydenckim osobę kontrolowaną, zupełnie podległą, która nigdy nie sprzeciwi się jego woli. Komentarze polityków PiS po zawetowaniu tych dwóch ustaw to jeszcze nie wojna totalna, ale z pewnością jest to wypowiedzenie paktu o nieagresji.

Zaczęło się od orędzia premier Beaty Szydło. Rzecz charakterystyczna, iż telewizja rządowa wyemitowała najpierw wystąpienie pani premier, choć to wystąpienie prezydenta było zapowiedziane jako wcześniejsze. Jeśli ktoś potrafi czytać między wierszami i zna mechanizmy mediów to wie, że to nie mógł być przypadek. Premier powiedziała w orędziu, iż weto prezydenta spowolni prace nad zmianami w wymiarze sprawiedliwości i może być niezrozumiane dla wyborców tej partii. Wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki stwierdził z kolei, że układ który tak histerycznie się broni, uzyskał chwilową przewagę w postaci decyzji pana prezydenta, ale myślę, że sobie z tym poradzimy. Krystyna Pawłowicz, wierna i oddana prezesowi posłanka PiS, poczuła się tym wetem upokorzona. Nie ukrywała, że było to zaskoczeniem dla niej i całego PiS. Zaskoczenie rzeczywiście musiało być ogromne, bowiem jeszcze cztery dni przed wetem, Zbigniew Ziobro zapewniał- Między bajki włóżcie, państwo, opowieści o wecie. Teraz to zapewne minister sprawiedliwości podpadł prezesowi, bowiem to on był twarzą reformy, choć nie było to projekt rządowy, tylko poselski, omijający konsultacje.

W podobnym tonie komentowali całą sprawę dziennikarze i publicyści, jeszcze do niedawna niepokorni, dziś już rządowi. Jeden z najbliższych współpracowników ministra Antoniego Macierewicza, Jerzy Targalski, stwierdził bowiem, iż działania prezydenta to sabotaż, dodając, że jest to cios w prezesa Jarosława Kaczyńskiego a Andrzej Duda daje sobą manipulować. Ewa Stankiewicz, dziennikarka Gazety Polskiej i Telewizji Republika w swojej narracji nie kryła rozgoryczenia- Panie Prezydencie. Właśnie stracił Pan mój głos. Jeden z 30 mln. To niewiele. Stracił Pan zaufanie i zawiódł nadzieję. To dużo, dodając- W sztafecie wielkiego wysiłku wielu ludzi, tuż przed metą Prezydent Andrzej Duda stanął i przepuścił uprzywilejowaną kastę, postawił na lewą nogę. Z kolei Krzysztof Wyszkowski, członek kolegium IPN, odpalił bombę- Panie Prezydencie - Podpala Pan Polskę. Może ma Pan subiektywne poczucie odpowiedzialności, ale nie ma Pan politycznego rozumu.”

Nie ulega wątpliwości, że ewentualny rozpad władzy byłby tragiczny dla obu stron. Tu każdy zależy od kogoś, to naczynia połączone. Jedno pękniecie spowoduje polityczną katastrofę. Na razie bowiem PiS nie może pójść na wojnę totalną z prezydentem, bowiem zaszkodzi to przede wszystkim partii, która w oczach wyborców stanowiła monolit. To jeszcze nie rozwód, ale z pewnością separacja, która będzie bolesna dla obu stron. Prawica ma bowiem od lat jeden problem. Problem ten nazywa się zjednoczenie. To, co udało się Jarosławowi Kaczyńskiemu w 2015 roku, czyli zjednoczenie prawicy, wcześniej nie udało się nikomu. Ale już po oddaniu władzy przez PiS w 2007 roku zaczęła się dekompozycja obozu z którego odchodzili Ludwik Dorn, Zbigniew Ziobro, Paweł Zalewski, Joanna Kluzik-Rostkowska czy Jacek Kurski. Polityczny interes nakazał wybaczyć politycznym zdrajcom, co skutkowało sukcesem wyborczym. Jeśli Jarosław Kaczyński doprowadzi do rozpadu prawicowego układu, który tak trudno było skleić, będzie to nie tylko jego osobista porażka, ale całej prawicy i powrót do czasów Konwentu Świętej Katarzyny.
Trwa ładowanie komentarzy...