Argumentem równie chybionym co wręcz śmiesznym, jest twierdzenie, iż powstanie uratowało nas przez sowietyzacją kraju. Co za bzdura! Przecież to dzięki powstaniu i jego krwawemu stłumieniu, Stalin miał niemal wolną rękę w sprawy Polski. Polskie państwo straciło bowiem najwierniejszych swych obrońców, a sowietyzacja po wojnie jest przykładem tylko tego, że była ona możliwa m.in. dlatego, że tych osób po prostu zabrakło. Sowietyzacja i tak byłaby przeprowadzona bowiem taka była nie tylko wolna ZSRR, ale i naszych sojuszników, którzy się na to zgodzili. Dlatego twierdzenia o tym, że ZSRR podczas powstania warszawskiego wbił nam kolejny nóż w plecy, uważam za głupotę. Czy bowiem polski rząd na uchodźstwie był aż tak cyniczny czy po prostu głupi, żeby tak oceniać sowieckie intencje? Wszak wybuch powstania był politycznie wymierzony w ZSRR. Zdradzić bowiem nas mogą tylko ci, którym ufamy. W tym przypadku jest to Zachód.
Ekscytacja podczas rocznicy wybuchu powstania miesza się obrazem klęski, niewyobrażalnego cierpienia wielu młodych ludzi, zwłaszcza cywili, o których rzadko się wspomina. Czy dobry dowódca, wiedząc jak znikome posiadają uzbrojenie jego żołnierze, wysyła ich na rzeź z regularnym wojskiem? Przecież każdy wiedział o niemieckim terrorze, doświadczano bowiem tego niemal codziennie w okupowanej Warszawie. To była zbrodnia i szaleństwo, bez politycznych i historycznych konsekwencji, bowiem ci, którzy odpowiadają za wybuch powstania, są dziś w panteonie narodowych bohaterów. Całe uzbrojenie powstańców w dniu wybuchu powstania składało się z 7 ckm, 60 lkm, 1000 kb, 300 pm, 1700 pistoletów i 25 tys. granatów i 15 piatów. Prawie połowę broni strzeleckiej, jaką powstańcy posiadali, stanowiły pistolety, które jako broń krótka - osobista, w warunkach walk miejskich o umocnione gmachy, forty, barykady, nie miała znaczenia w natarciu pododdziałów. Wiedząc o tym wszystkim, dowódcy postawili na szali życie żołnierzy i cywili, przyszłość miasta i państwa w imię swoich partykularnych interesów. Nic więc dziwnego, że już po upadku powstania, ludność cywila nie miała, delikatnie mówiąc, szacunku do dowódców powstania.
O ile o bohaterstwie i poświęceniu powstańców będziemy słyszeć, o tyle o cierpieniu i pozostawieniu samym sobie cywilom, będzie już cicho. Bo kogo interesuje życie w piwnicach? Popkulturę interesuje bohaterstwo, koszulki sprzedawane masowo z symbolem Polski Wałczącej. Życie i śmierć w piwnicy, w gruzach nie jest już tak spektakularne. A to przecież cywile ponieśli największą ofiarę i zapłacili za to najwyższą cenę. A przecież można było inaczej. Taki Miron Białoszewski, który nie wyszedł z piwnicy, a potem stworzył wielkie dzieła i teatr. To zostało. Bez patosu i wielkich patriotycznych uniesień. Jego „Pamiętnik z Powstania Warszawskiego” jest tego emanacją. Nie ma sensu wynosić pod niebiosa dowódców Powstania z Tadeuszem Komorowskim na czele. Powstanie miało innych bohaterów. To żołnierze, którzy z gołymi rękoma szli bić się w tej bezsensowniej walce, to sanitariuszki, które pracowały ponad swoje siły, to w końcu ludność cywilna, która życia zaznała poprzez pryzmat kanałów, piwnic i ruin swojego miasta. To im i tylko im należy się hołd. Nikomu więcej. Bowiem tylko wasza śmierć jest prawdziwa, reszta jest już tylko polityką. Francuzi mają Paryż, Czesi Pragę, a Polacy Powązki.
