Chwała na wysokości, a pokój na ziemi?

Czy pokój to wyłącznie domena ludzi wierzących?

Papież Benedykt XVI podczas pasterki w bazylice św. Piotra powiedział, że tam, gdzie zapomina się o Bogu, nie ma także pokoju. I przyznam, że kompletnie nie mogę zrozumieć tej ewidentnej metafory, której użył. Nie chcę nazywać tego dosłownie kłamstwem, gdyż wątpię, aby Joseph Ratzinger nie znał historii.

To właśnie religia jest głównym bodźcem wszystkich konfliktów zbrojnych i wojen, które dotykają ludzkość przez wieki. Czym bowiem były wyprawy krzyżowe, inkwizycja, dzisiejszy islamski dżihad? Liczba ofiar w tych wojnach przeraża. Ci ludzie mieli przecież „Boga w sercu” i nie przeszkadzało im to w mordowaniu niewinnych osób. Swoim sformułowaniem papież brnie w stereotypowy obraz ateisty, uważając go za człowieka bez zasad, który w życiu nie ma żadnych wzorców. Ale może to i lepiej. Bo po co mu wzorzec człowieka ukrzyżowanego na krzyżu, w imię którego następnie morduje się miliony ludzi? A jednocześnie uważa się tego Żyda za Pana i podtrzymuje antysemickie obsesje? Tradycja chrześcijańska pełna jest bowiem uprzedzeń do narodu żydowskiego. „ Żydzi nie uznali Pana naszego, nie możemy uznać Żydów" mówił
św. Pius X, który zmarł nie aż tak strasznie dawno, bo na początku XX wieku.

Czym więc były wyprawy krzyżowe? Walka z herezją stała się częścią składową papiestwa. Korzyści było aż nadto. I tak np. na synodzie w Weronie papież Lucjusz III pozostawił wytyczne dotyczące tego, jak należy postępować z heretykami, co było preludium do inkwizycji. Jego bulla nosiła nazwę O potrzebie tępienia rozmaitych heretyckich nauk (Ad abolendam haeresim). Rodząca się policja polityczna Kościoła prześcigać miała następców swoich świeckich odpowiedników takich jak CIA, NKWD, SS czy UB w cuglach. I to zarówno w liczbie ofiar, jak i konkretnych efektów. Dekret papieski stanowił min.: „Aby pozbyć się złośliwości różnych herezji, które w ostatnim czasie rozkrzewiły się w znacznej części świata, należy odpowiednio obudzić siły Kościoła, które przy współdziałającej asystencji potęgi cesarskiej, zuchwalstwo i zadziorność heretyków w ich fałszywych zamierzeniach mogą skutecznie zdławić, aby prawda katolicka świeciła dalej w świętym kościele, pozwólmy pokazać jej czystość i wolność od ich fałszywych przeklętych doktryn (…) Oświadczamy ponadto, że wszystkich błazeńskich obrońców ponurych heretyków, ale także tych, którzy okazują im jakąkolwiek sympatię lub aprobatę, przez co umacniają ich w przekonaniach, bez względu czy nazywają siebie wyznawcami, doskonałymi czy jakąkolwiek inną przesadną nazwą, że wszyscy ci zasługują na taki sam wyrok (…) Każda osoba świecka, która zostanie przez nas publicznie lub prywatnie uznana winną jakiegokolwiek przestępstwa, jeśli nie odwoła ona swojej herezji i niezwłocznie powróci na łono ortodoksyjnej wiary, orzekamy jej przekazanie ramieniu świeckiemu, które wymierza zasłużona karę odpowiednio do przestępstwa (…) Ale ci, którzy po odwołaniu swoich błędów lub oczyszczeniu się przed biskupem, zostaną przyłapani na nowym popadnięciu w odwołaną herezję - już bez dalszego przesłuchiwania zostaną niezwłocznie przekazani ramieniu świeckiemu a ich dobra zostaną skonfiskowane na użytek Kościoła”. Ponura to procedura, gdzie nie trzeba udowadniać herezji, gdyż to posądzony o nią miał dowodzić, iż nie jest heretykiem. Ci ludzie nie zapominali o Bogu i nikt mnie nie przekona, że walczyli o pokój.

Największej rzezi dokonał na tym polu Innocenty III, kierując krucjatą przeciw albigensom. Apelował do całego chrześcijańskiego świata: „Powstańcie, żołnierze Chrystusa! Wypalcie tę bezbożność wszelkimi środkami, jakie tylko da wam do dyspozycji Bóg! Wyciągnijcie daleko ramiona i uderzcie odważnie na szerzycieli herezji; postępujcie z nimi również okrutnie jak z Sarecenami, oni są bowiem jeszcze gorsi niż tamci! Co się jednak tyczy hrabiego Rajmunda (...) , to przepędźcie jego samego i jego zwolenników z ich zamków, odbierzcie im ich posiadłości, by prawowierni katolicy, mogli wejść w posiadanie dóbr heretyków”. Okazuje się więc, że przykazania „nie zabijaj” i „nie kradnij” traktowane były bardzo wybiórczo. Największej masakry ci „żołnierze Chrystusa” dokonali w Bezires, gdzie mordowano wszystkich bez wyjątku. Z miejsca rzezi papieski legat Arnaud Amaury wysłał do przełożonego następującą informację: „Dzisiaj Wasza Świątobliwość, dwadzieścia tysięcy mieszkańców wydano mieczowi, niezależnie od posady, wieku czy płci”. Innocenty III zorganizował również największy Sobór średniowiecza: IV laterański w 1215 r. Podjął on tam m.in. temat Żydów. Apelował, aby nosili oni wyróżniający się strój, „we wszystkich chrześcijańskich regionach i w każdym czasie”, tak aby można ich było rozróżnić od chrześcijan. Kilka wieków później również podjęto taką próbę. Naziści w okupowanej Polsce nakazali Żydom nakładanie Gwiazdy Dawida na ramieniu, tak aby nie zlewali się z Aryjczykami. Na koniec papież apelował, gdy chrześcijanie świętują zmartwychwstanie Jezusa, Żydzi nie mogą w ogóle pokazywać się publicznie. Za prześladowania Żydów i odwieczny antysemityzm w Kościele przepraszał publicznie Jan Paweł II na początku XXI wieku. Długowieczna ta refleksja.

Ktoś zaraz zarzuci, że dzisiejsi ateiści są takimi samymi fundamentalistami, jak ci religijni. Absolutnie się z tym nie zgodzę i uważam ten argument za mało trafiony. Nie ma wszak Brygad Al-Darwina czy oddziałów szturmowych imienia Dawkinsa, można oczywiście sądzić, że ci ludzie są tak samo głęboko przeświadczeni o swoich racjach, jak ci którzy fanatycznie wierzą w Boga czy w Allaha. Ale z jednej strony mamy fanatyczną wiarę, który popycha ludzi do kierowania samolotów na budynki, w których znajdują się niewinni ludzie, do wycinania genitaliów dziewczynek, do mordowania lekarzy, którzy przeprowadzali aborcję, do kamienowania cudzołożnic, do gwałtów na kobietach, a z drugiej strony mamy ateistyczne przeświadczenie, które sprowadza się do pisania książek, wygłaszania odczytów bądź wykładów. Nie kiedy nawet ci bezbożni ateiści posuwają się aż do takiego „terroru” jakim są kampanie społeczne, mające ukazać ich na światłość dzienną. Ostatnia kampania bilbordowa w Polsce doskonale pokazuje jakimi środkami dysponują ateiści a mimo to i tak spotykali się z agresją, gdyż rzekomo obrażali tym wierzących ludzi. Byli oczywiście również ateistyczni przywódcy w historii, którzy dokonywali rzezi, takich jak Stalin, Mao czy Hitler. Ale czy mordowali oni w imię swojej ateistycznej „wiary” czy w imię swojej zbrodniczej ideologii?

Demokratyczne państwa, w których religia nie odgrywa większej roli, bądź de facto nie ma jej w przestrzeni publicznej, żyją bardzo dobrze, nie ma tam konfliktów zbrojnych. Weźmy państwa skandynawskie, czy nie szukając daleko Czechy. Można żyć bez Boga i żyć w pokoju. Gdyby bowiem ateizm napędzał ludzi do mordowania to Dania byłaby chyba krajem największych tąpnięć społecznych a nie jednym z najbezpieczniejszych państw na świecie, z wysoko rozwiniętą polityką społeczną, gdzie ludziom żyje się dostatnio. W pokoju i spokoju.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Kościół
Skomentuj